Sławomir Gąsiorek
Founder · Lotnictwo · Trekking · Nurkowanie
KIM JESTEM:
Przez lata tworzyłem strategie, skalowałem biznesy i zarządzałem projektami – w nieruchomościach, zdrowiu, edukacji. Patrzyłem na firmy jak na systemy, które mają działać sprawnie i przynosić zysk. Ale z czasem czegoś zaczęło mi brakować. Wszystko zmieniło się, kiedy po raz pierwszy stanąłem u stóp Kilimandżaro.
Tam, w surowym rytmie wschodzącego słońca i prostych rozmowach przy herbacie z przewodnikami, zrozumiałem, że podróż może być czymś więcej niż przygodą. Może być lustrem. Procesem, który odsłania to, co naprawdę ważne. Afryka nauczyła mnie pokory, cierpliwości i bycia „tu i teraz”. Pokazała mi, że czasem trzeba się zgubić, żeby naprawdę odnaleźć.
Od tamtej pory nie podróżuję tylko po to, by zobaczyć więcej świata – ale żeby bardziej zrozumieć siebie i ludzi, których spotykam. Tak powstała Explorea – jako przestrzeń dla tych, którzy szukają czegoś więcej niż tylko wakacji. Łączę tu moje doświadczenie w projektowaniu złożonych usług z pasją do prowadzenia ludzi przez miejsca, które ich zmieniają, bo wierzę, że najlepsze podróże to te, które zostają z nami na zawsze.
Twarzą w twarz z królem
Nie dzieli nas żadna krata. Żadna szyba. Tylko kilka kroków – i cisza, w której spotykają się dwa światy. Stoisz oko w oko z lwem. Jego spojrzenie wbija się głęboko, jakby wiedział o Tobie więcej, niż sam wiesz. Spoglądasz na jego potężne łapy – zdolne do zniszczenia, ale też do majestatycznego bezruchu. Czujesz, że nie jesteś już turystą. Jesteś gościem. W świecie, który rządzi się innymi prawami.
To nie jest atrakcja. To rytuał. Moment, który zostaje z Tobą na zawsze.
Bliżej Sławomir Gąsiorek.
Co jest na szczycie Twojej prywatnej listy podróżniczych marzeń?
Latanie śmigłowcem nad afrykańską sawanną to jak obserwowanie życia z wysokości snu. Stada zwierząt, które wędrują jak cienie, rzeki wijące się jak linie papilarne kontynentu. Czujesz lekkość, ale też respekt – bo natura jest tu wszystkim.
Potem zupełnie inne zanurzenie – dosłowne. Nurkowanie z rekinem wielorybim to moment bez czasu. Gigant płynie obok Ciebie powoli, majestatycznie. Jesteś nikim – i właśnie dlatego czujesz się częścią czegoś większego.
Na Galapagos wszystko jest inne. Dzika harmonia, której człowiek jeszcze nie zdążył zniszczyć. Patrzysz na legwana, który wygląda jak z innej epoki – i przez chwilę wierzysz, że czas naprawdę się zatrzymał. Nowa Zelandia? To podróż w świat, który wygląda jak scenariusz filmu, ale jest prawdziwy. Góry, lodowce, zatoki. Tylko Ty, natura i niekończąca się przestrzeń.
Jaki moment z wyprawy najbardziej utkwił Ci w pamięci?
To był środek nocy w Serengeti. Wszyscy spali, zmęczeni po całym dniu. Ale ja już wiedziałem, co nadchodzi – widziałem to wcześniej. Wszedłem do namiotów i zacząłem ich budzić. Byli wściekli. Zaspani, poirytowani.
„Po co teraz?”, „Jeszcze ciemno” – słyszałem szeptem. Ale wiedziałem, że muszą to zobaczyć. Kilka minut później siedzieliśmy razem w ciszy. Przed nami powoli rodził się dzień – najpierw blade światło, potem różowe niebo, aż w końcu pierwsze promienie nad bezkresną sawanną.
Nikt się nie odzywał. Nie trzeba było.
Widziałem łzy w oczach ludzi, których jeszcze chwilę wcześniej musiałem przekonywać. To był jeden z tych momentów, dla których warto robić to, co robimy.
Co daje Ci prowadzenie ludzi w podróżach Explorea?
To moment, kiedy mówię im, że z tej podróży nie wrócą już tacy sami. I wiem, że to nie jest slogan – bo widziałem to dziesiątki razy. Na szczycie Kilimandżaro, do którego wracam jak do własnej świątyni, wszystko się odsłania. W górach nie ma tytułów, statusów ani masek – wszyscy jesteśmy równi, wszyscy mierzymy się z sobą samym.
I właśnie tam zaczynają dziać się rzeczy magiczne. Widzę, jak obcy sobie ludzie zaczynają działać jak zgrany zespół. Jak motywują się nawzajem, jak rodzą się przyjaźnie, które później trwają latami.
To daje mi siłę, by wracać. I sens, by prowadzić.
Jaką jedną rzecz chciałbyś, żeby każdy zabrał ze sobą z tej podróży (i nie chodzi o pamiątkę)?
Chciałbym, żeby każdy zabrał ze sobą tę energię, która rodzi się między ludźmi w trakcie wyprawy. Tę lekkość, śmiech przy ognisku, poczucie wspólnego celu i wolności.
Bo właśnie wtedy, gdy jesteśmy daleko od codzienności, przypominamy sobie, jak to jest być naprawdę obecnym – tu i teraz. Nie chodzi o zdjęcia czy pamiątki. Chciałbym, żeby każdy wrócił z czymś, co zostaje głęboko w środku: z wdzięcznością, że to się wydarzyło… i z chęcią, by znów tego doświadczyć.
Pierwsza rozmowa
nic nie kosztuje.
Porozmawiaj z naszym zespołem.